Myślący Jezus
Na tym obrazie próbowałam wyobrazić sobie Jezusa Chrystusa w chwili głębokiej refleksji, jakby z wysoka obserwował rozwój życia w naszym małym świecie.
Próbowałem wejść w jego myśli, zastanawiając się, jaki może być jego stan umysłu w obliczu historii ludzkości, wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu dwóch tysięcy lat od jego ukrzyżowania.
Twarz sprawia wrażenie zaabsorbowanej, zawieszonej w cichej i uniwersalnej medytacji. Zamknięte oczy nie wydają się wskazywać na oderwanie, ale na głęboką, niemal bolesną wewnętrzną koncentrację.
Pozycja głowy, lekko pochylona, sugeruje zakłopotanie, być może gorycz, a może rozczarowanie wobec świata, który mimo upływu czasu zdaje się jeszcze nie do końca zrozumiał znaczenie Jego ofiary.
To nie jest potępienie, ale ostrzeżenie.
Jest to zaproszenie do spojrzenia w głąb siebie, do uznania naszej odpowiedzialności, naszych słabości i naszych wad. W tej milczącej twarzy dostrzegamy duchowe ostrzeżenie: potrzebę podjęcia osobistej podróży świadomości, pokuty i wewnętrznego doskonalenia.
W miarę jak malowałem tę pracę, początkowy przekaz stawał się coraz wyraźniejszy. Twarz nabrała kształtu, a wraz z nim wzrosła idea nieosądzającego, ale myślącego Chrystusa; nie odległe, ale głęboko zaangażowane w losy człowieka.
Myślący Jezus staje się w ten sposób obrazem o wielkiej intensywności emocjonalnej: przedstawia nie tylko postać sakralną, ale obecność, która kwestionuje tego, kto ją obserwuje.
Twarz, która nie mówi, ale zmusza do myślenia.
Olej na płótnie – 40 x 50 cm